www.dzielobiblijnepoznan.pl

osiem Błogosławieństw

Komentarz ks. prof. dra hab. Mariusza Rosika do perykopy o ośmiu błogosławieństwach w Ewangelii św. Łukasza (Łk 6,20-26). Dziękujemy Księdzu Profesorowi za wyrażenie zgody na korzystanie na naszej stronie z Jego materiałów.

„A On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: «Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili” (Łk 6,20-26)

Izraelici wierzyli, że wypowiadane słowo ma moc sprawczą. Tak jest do dnia dzisiejszego. W dzielnicy Żydów ortodoksyjnych w Jerozolimie lub przy Murze Płaczu zobaczyć można czasem bardzo osobliwe sceny. Dwóch mężczyzn, wyznawców judaizmu ubranych tradycyjnie w czarne fraki i kapelusze, stoi naprzeciw siebie, żywo rozmawiając. Gestykulują przy tym teatralnie rękoma, łapią się za głowy, miotają pejsami… Ich głosy przybierają na sile. Od razu wiadomo, że toczą spór. Podchodzi do nich trzeci mężczyzna, by nieco uspokoić sytuację i nagle… pada na ziemię! Czyżby ktoś go uderzył? Nie. Podszedł akurat wtedy, gdy oponenci obdarzali się złorzeczeniami, więc nie chciał, aby jakiekolwiek z nich dotknęło jego! Padł więc na ziemię, aby życzenie zła wypowiedziane przez jednego z uczestników kłótni dopadło jego adwersarza, a nie przypadkowego rozjemcy. Takie rodzajowe scenki wyraźnie pokazują, jak wielką wagę Żydzi nadają wypowiadanym słowom. W krajach Żyznego Półksiężyca, a więc również w starożytnym Izraelu, wypowiadanemu słowu przypisywano moc sprawczą. Przekonanie to znalazło swój wyraz już na pierwszej stronicy Biblii: „Rzekł Bóg… – i stało się…”. Również słowu ludzkiemu przypisywano podobne właściwości. Wierzono, że gdy ktoś został pobłogosławiony – spotka go pomyślność i dobrobyt, gdy kogoś przeklinano – przyjdzie na niego nieszczęście.Taką samą moc mają w przekonaniu wyznawców judaizmu życzenia dobra i słowa pełne miłości, jakimi są błogosławieństwa. Błogosławieństwa Starego Testamentu powstawały na podłożu religijnym, stąd w swej treści implicite lub explicite zawsze odwołują się do doświadczenia wiary. Nawet wtedy, gdy mówią o szczęściu doczesnym, wskazują na Boga, który ostatecznie jest źródłem wszelkiego dobra. Powodzenie materialne to znak Bożej łaskawości.

Pierwsze błogosławieństwo dotyczy ubogich, do których należy królestwo Boże. Nie potrafimy wyznaczyć granic Jego królestwa. Brak w nim punktów granicznych, murów obronnych i określonego terytorium. Granice królestwa Bożego biegną przez ludzkie serca. Kto więc należy do królestwa Bożego? Kto może się poszczycić, że ma Chrystusa za Króla? Właśnie ten, kto nie polega na sobie, ale pomocy szuka u Chrystusa. Nie chodzi tu o idealizację nędzy czy ubóstwa materialnego, lecz o świadomość przynależności do królestwa Boga, którego eschatologiczne panowanie się rozpoczyna. Bożego. Temat ten obecny był, choć w odmienny niż u Jezusa sposób, w nauczaniu judaizmu. Podjęta przez Jezusa naczelna idea Jego nauczania, idea królestwa Bożego, miała już długą historię w tradycji judaizmu, zarówno tej zapisanej na kartach Starego Testamentu, jak i obecnej w literaturze międzytestamentalnej oraz w przekazie ustnym uwiecznionym później w literaturze rabinicznej. „Królestwo” jako termin należący do słownika politycznego, w swym metaforycznym znaczeniu wskazuje najpierw na Boga jako Króla władającego nad określonym terytorium, dopiero w drugim rzędzie przyjmuje znaczenie bardziej abstrakcyjne, dotyczące uniwersalnej władzy Boga. Owo rozpoznanie w Jahwe jedynego prawdziwego Boga i Króla złączone było w myśli żydowskiej z jednoczesnym podporządkowaniem innych narodów Izraelowi (Iz 49,23) i uznaniem świątyni jerozolimskiej jako prawowitego miejsca kultu (Iz 60,3). Izrael więc stać ma się pośrednikiem zbawienia pogan.Amerykański pisarz i psycholog zarazem, John Powell, opowiada w jednej ze swoich książek o kobiecie, która prowadziła grzeszne życie i później czuła wielką pogardę do samej siebie. Pomyślała, że takie życie nie ma sensu. Wyszła na brzeg morza z tą myślą, że popłynie tak daleko, jak wystarczy jej sił, a później woda dokona reszty. Gdy weszła do wody, odwróciła się na chwilę i zobaczyła, w jaki sposób morskie fale zmywają ślady jej stóp na piasku. I wtedy przyszła jej do głowy nieoczekiwana myśl: „Tak samo mogą zostać zmyte moje grzechy”. Zawróciła i skierowała swe kroki do konfesjonału. To był moment zwrotny w całym jej życiu. Do królestwa Bożego należy więc ten, kto swoją przeszłość składa w ręce Boga. Ten, kto swoją przeszłość i przyszłość złożył w ręce Boga, a teraz mądrze żyje chwilą obecną. Przeszłości już nie ma. Minęła bezpowrotnie. Możemy wyciągnąć z niej tyko mądre wnioski. Przyszłości jeszcze nie ma. Przyjdzie do nas wtedy, gdy stanie się teraźniejszością. Liczy się chwila obecna. Liczy się nasze „teraz”. Chodzi o to, by teraz żyć godnie. Mądrze. Żyć, jak dzieci Króla.

W podobnej optyce należy widzieć błogosławieństwo głodujących. Sformułowanie „będą nasyceni” można rozumieć w podwójnym aspekcie: albo już tu, na ziemi, ich los się odwróci, albo stanie się to dopiero po przejściu do ostatecznego królestwa Bożego. Może więc chodzić o nasycenie dobrami doczesnymi (ustanie fizycznego głodu) lub duchowymi (ustanie głodu duchowego, czyli pragnienia jak najściślejszego złączenia się z Bogiem).

Kolejne błogosławieństwo dotyczy płaczących. Łukasz pisał swoje dzieło z pewnością po roku 70 po Chr. A właśnie w tym roku rzymski wódz Tytus wydał rozkaz: „Trzeba, aby kapłani zginęli razem ze świątynią!”. Rozpoczęło się oblężenie Jerozolimy. Świątynia stanęła w płomieniach, kapłani stracili życie, skarb świątynny został wywieziony do Rzymu jako łup wojenny, a Żydzi ulegli rozproszeniu po całym basenie Morza Śródziemnego. Z najświętszego miejsca religijności żydowskiej pozostał jedynie jeden mur –zachodni. Dwadzieścia wieków później papież – Polak, stanął przy tym murem, zwanym ścianą płaczu, by wraz z wyznawcami judaizmu modlić się o pokój. Mur płaczu to miejsce, gdzie Żydzi do dziś opłakują upadek swój świątyni. Wielu z nich, rozproszonych po całym świecie, ma jedno marzenie – aby choć raz w życiu udać się z pielgrzymką do Jerozolimy i tam zapłakać nad losem swego narodu.Zestawienie wydaje się dość paradoksalne: szczęśliwi, którzy płaczą. Zdarza się, że łzy potrafią powiedzieć więcej niż słowa. psychologowie z Uniwersytetu Południowej Florydy dowodzą, że około 70 proc. z nas nie stara się ukryć łez i płacze, gdy tylko ma na to ochotę. Częściej płaczą kobiety. Podczas gdy przeciętna kobieta płacze około 47 razy w roku, mężczyzna tylko 7. Aż 9 na 10 osób czuje się po wypłakaniu lepiej. Są różne łzy. Choć ich skład chemiczny jest prawie zawsze taki sam, są różne – bo są wylewne z różnych powodów. Zatrzymajmy się na trzech z nich: łzy straty, łzy oczyszczenia i łzy szczęścia.Często wylewamy łzy po utracie czegoś, co dla nas cenne. Są to łzy utraconej miłości, zdradzonej przyjaźni, łzy po odejściu kogoś bliskiego. W ewangeliach czytamy o tym, że sam Jezus płakał nad grobem swego przyjaciela Łazarza. Każdy z nas w różny sposób próbuje uporać się z taką stratą. Płacz z powodu utraty czegoś dla nas cennego lub kogoś kochanego jest chyba najczęstszą przyczyną łez.Zdarza się, że patrząc wstecz, w swoją przeszłość, odnajdujemy w niej chwile, które wycisnęły nam łzy z oczu. Żałujemy podjętych decyzji i dokonanych wyborów. Żałujemy grzechów i błędów. Wylewamy wówczas łzy, które nas oczyszczają i przemieniają. Nie miał racji Antoni Czechow, rosyjski pisarz, który mawiał, iż „najbardziej zbyteczna rzecz w nieszczęściu to łzy”. To nieprawda. Łzy mogą przynieść ulgę i doprowadzić do przemiany. Łzy mogą oczyszczać i obmywać. Żyjący w IV w. na terenach dzisiejszej Turcji Ewagriusz z Pontu, mistrz życia duchowego, napominał mnichów: „Módl się najpierw o dar łez, aby żal mógł przemienić twoją przyrodzoną szorstkość. Wtedy wyznaj Panu swoje grzechy i będziesz mógł otrzymać od Niego ich odpuszczenie. Módl się ze łzami, a twa prośba będzie wysłuchana”. Chyba każdy z nas, kapłanów, mógłby odszukać w pamięci sceny, gdy ktoś przeżywa głęboką wewnętrzną przemianę i płacze u krat konfesjonału. To w ich życiu spełnia się Jezusowe błogosławieństwo: „Szczęśliwi płaczący, bo będą pocieszeni”.

Czwarte błogosławieństwo zaskakuje chyba najbardziej. Zaskakująca treść błogosławieństwa – nazwanie szczęśliwymi tych, których inni nienawidzą – zdecydowanie odwraca porządek na świecie po grzechu pierwszych rodziców. Gdy Bóg stworzył człowieka, ten nie podlegał cierpieniom. Cierpienie weszło na świat dopiero po grzechu pierwszych rodziców jako jego konsekwencja. Szczęście raju zostało utracone, a cierpienie stało się nieodłącznym towarzyszem człowieka. Było znakiem utraconego szczęścia. Tymczasem w treści ostatniego błogosławieństwa Jezus zdecydowanie przesuwa akcent w rozumieniu szczęścia: szczęśliwym jest ten, kto żyje w bliskości Boga, bez względu na to, czy cierpi czy nie. Cierpienie przeżywane bez Boga może stać się nie do uniesienia. Cierpienie przeżywane w bliskości Boga może stać się szansą na wewnętrzne umocnienie.

Groźby stanowią ostrzeżenie dla tych, którzy przekraczają wolę Boga i nie liczą się z Jego przykazaniami. Greckie ouai („biada”) jest latynizmem i pochodzi od wyrazu (vae). W formie okrzyku wyraża on narzekanie, groźbę lub skargę. Pojawiają się cztery kategorie osób, wobec których Jezus kieruje biada: bogacze, syci, śmiejący się i chwaleni przez innych. Pierwsze „biada” dotyczy bogatych. Wartość dóbr materialnych w nauczaniu Jezusa u Łukasza należy widzieć w szerszym kontekście społecznym. Trzeba spojrzeć na to zagadnienie przez pryzmat modelu uczniostwa, propagowanego przez Jezusa. W dużej mierze model ucznia profilowany był na wzór wędrownego charyzmatyka, który odwiedza małe społeczności, by głosić ewangelię i potwierdzać ją znakami. Takie właśnie postacie odgrywały kluczową rolę w pierwszych dziesięcioleciach rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa. Wędrowni głosiciele ewangelii (na wzór wędrownych nauczycieli judaizmu czy greckich filozofów) kierowali się specyficznym etosem rodzinnym. Często świadomie rezygnowali z założenia własnej rodziny, a zdarzało się nawet, że opuszczali swych bliskich, by podjąć działalność ewangelizacyjną. Rezygnacja ze stabilitas loci wpisana była w istotę naśladownictwa Jezusa. Model wędrującego charyzmatyka, proponowany uczniom, znany był już częściowo wśród wędrownych filozofów z kręgu cynickiego. Również i oni wyrzec się musieli ojczyzny, rodzinnego domu i posiadania dóbr. Epiktet stawiał pytanie: „Jak to możliwe, by żyć szczęśliwie bez majątku i dóbr, będąc nagim, bez domu i gospodarstwa, bez opieki, bez służącego, bez ojczyzny?”. Sam dawał na nie odpowiedź: „Patrzcie, Bóg zesłał wam tego, który potrafi wam udowodnić czynem, że jest to możliwe! Wszystkiego tego nie mam, leżę na ziemi, nie mam kobiety, nie mam dzieci, nawet najmniejszego pałacu, mam tylko ziemię i niebo oraz jedyną dużą kapotę. A mimo to, cóż mi brakuje? Czyż nie jestem wolny od trosk, bez lęku, czyż nie jestem wolny?” (Dissertationes 22,46-48).Kolejne „biada” dotyczą sytych, śmiejących się i przyjmujących pochwały. We wszystkich przypadkach Jezus odwraca logikę świata. Nie chodzi oczywiście o to, że chrześcijaństwo ma być religią głodu, smutku i poniżania, ale o fakt, że pomimo trudnych sytuacji wciąż można być szczęśliwymi. Granicą szczęścia nie są bowiem okoliczności zewnętrzne, ale wewnętrzne przylgnięcie do Chrystusa. Kto jest z Nim, pozostaje szczęśliwy nawet wtedy, gdy w oczach świata jest nieszczęśnikiem i nieudacznikiem. Kto żyje z dala od Chrystusa, godzien jest politowania nawet wtedy, gdy opływa w bogactwa, dobrobyt oraz jest chwalony przez innych.

Przewijanie do góry