Księga Powtórzonego Prawa - wprowadzenie
(Zapis konferencji ks. prof. dra hab. Waldemara Chrostowskiego wygłoszonej 14.02.2000 – zapis nieautoryzowany z nagrania konferencji przez pana prof. Jerzego Paczyńskiego)
[...] II część konferencji, po wprowadzeniu do Księgi Liczb, odnosi się do Księgi Powtórzonego Prawa
Po tej księdze, Księdze Liczb, następuje Księga Powtórzonego Prawa. Jeżeli ktoś z państwa przebrnie przez Księgę Liczb, a wcześniej przez Kapłańską, i dojdzie do Księgi Powtórzonego Prawa, będzie widział że mamy tutaj do czynienia z nowymi przepisami, rozporządzeniami. Dzisiejszy człowiek nie lubi rozporządzeń, nie lubi przepisów, chociaż bez przerwy mamy z nimi do czynienia. Buntujemy się przeciwko nim. Czasami one są wręcz takie ilustracyjne typu znaki drogowe: stań, zatrzymaj się, skręć w prawo, nie wolno ci skręcić w lewo, jedź tylko w tym kierunku, nie wyprzedzaj — cały czas to są rozporządzenia. Mamy kodeks drogowy. Kierowcy wiedzą, że jest, ale pewnie nie sięgają do niego z powodu tego, że gdybyśmy żyli tymi rozporządzeniami, to pewnie nie bylibyśmy w stanie poruszać się po drodze, gdybyśmy je wszystkie brali tak na serio.
I to samo przenosimy do życia religijnego. Tymczasem Księga Powtórzonego Prawa nakłada na ludzi mnóstwo różnych rozporządzeń. One wszystkie opierają się na jednym, a to jedno roz- porządzenie brzmi po hebrajsku Szema Israel, Adonai Elohenu. Szema Israel Adonai Ehad co po polsku znaczy Słuchaj Izraelu, Pan, nasz Bóg, Pan jest jedyny. To jest fundament, wyznanie wiary w jedynego Boga. To Szema Israel to jest wyznanie, które określa i trzyma ten naród przy życiu.
A teraz: co to znaczy w tej sytuacji, jak się zachować w tej sytuacji, jak być wiernym Bogu w tej sytuacji — to wszystko mamy tam uregulowane. I tak dowiadujemy się, i to znów jest sedno Księgi Powtórzonego Prawa, że miłować Boga, to znaczy Mu służyć. Zatem że miłość Boga to nie jest tylko wzniosłe poruszenie uczucia, to nie są tylko słowa, to nawet nie można poprzestać tylko na tym wyznaniu wiary, ale że miłość Boga wyraża się w czynie, wyraża się w sposobie życia, w tym, że nasze życie staje się czytelnym, wyrazistym znakiem przynależności do Pana Boga. Kiedy? Księga Powtórzonego Prawa powiada: wszędzie, na tej pustyni również. I kiedy idziecie do tego kraju to pamiętaj, że nie ma takiej sytuacji, w której człowiek mógłby powiedzieć, że może sobie zapomnieć o Bogu. A jeżeli nie jesteś w stanie żyć tak, jak wymagają tego przykazania, to nie mów że to jest bez sensu, tylko wyznaj, że jesteś zbyt słaby. I kiedy nie jesteś w stanie żyć tak, jak tu tę drogę poznałeś, to wtedy przypomnij sobie, że Bóg jest jedyny, i nie wolno ci służyć innym bogom czy bożkom dlatego, że zatracisz swoją godność. Zatem nawet jeżeli nie potrafisz skakać wysoko, to nie mów, że to nie ma sensu. Bo są tacy, którzy przeskoczą tę poprzeczkę, a i ciebie, być może, któregoś dnia będzie na to stać.
I Księga Powtórzonego Prawa ukazuje nam rozmaite aspekty służby Panu Bogu: jak Mu słu- żyć, jak do Niego przylgnąć, jak pozostać Mu wiernym, jak unikać bałwochwalstwa, jak unikać popadnięcia w rozmaitą niewolę. Księga Powtórzonego Prawa jeszcze raz zbiera rozmaite przepisy, rozporządzenia, przykazania, które były wcześniej, przypomina je, podkreśla je, i powiada: „Słuchaj, nie ma innej drogi życia, jak droga wierności. Zatem nie wolno poprzestawać na słowach, trzeba posunąć się dalej. A to dalej to znaczy trzeba żyć tak, jak Bóg przykazał.”
I tak dochodzimy znów do czegoś, co zaledwie przeczuwamy. I tu mi się wydaje, że jako puentę, bo nasz czas się kończy, warto wskazać na coś, co państwo doskonale znają, i co pewnie ma jakiś związek z dzisiejszymi walentynkami. Otóż też kiedyś o tym mówiłem, a teraz przychodzi mi na myśl jako coś, co dobrze ilustruje ten problem z Księgi Powtórzonego Prawa. W naszych czasach w naszej kulturze jest tak, że młodzi ludzie, starsi ludzie, w ogóle chłopiec i dziewczyna mówią, że się zakochali, i w związku z tym nic innego się nie liczy. Tylko zakochali się — i to tłumaczy wszystko. Najpierw jest miłość, a potem jest problem, co z tym wszystkim zrobić. Bo przychodzi przyzwyczajenie, rutyna, a przyzwyczajenie jest postrzegane jako coś złego. I są całe podręczniki i wywody socjologów, psychologów zwłaszcza i psychoanalityków, którzy próbują nas zabezpieczyć na różne sposoby przed przyzwyczajeniem.
Biblijny sposób myślenia, i żydowski sposób myślenia, jest akurat odwrotny. Najpierw jest przyzwyczajenie, a potem jest miłość. My mówimy tak: „Nie będę wykonywał jakichś zobowiązań, nie będę wypełniał przykazań, nie będę wykonywał poleceń dlatego, że nie widzę ich sensu, nie widzę ich potrzeby, bo nie uznaję ich za swoje.” Żydzi myślą inaczej, mianowicie: „Rób, co do ciebie należy — a jak się przyzwyczaisz, to uwierzysz, jak się przyzwyczaisz, będziesz kochał. Rób, co powinieneś.” Dlatego jeżeli ktokolwiek z państwa był albo trafi choćby tam, gdzie życie zakorzenione w Starym Testamencie jest obecne, to doskonale widać czym życie w Izraelu, albo jakiejś żydowskiej dzielnicy amerykańskiej, różni się od życia u nas. Mianowicie są zdyscyplinowani. Przychodzi szabat — to widać, że to jest szabat. Przychodzi jakieś ważne wyzwanie to widać, że wszyscy są są między sobą skonsolidowani. Nikt nie zadaje pytania: „Czy ty wierzysz czy nie wierzysz?” — najważniejsze, żebyś w szabat siedział. Najważniejsze, żebyś nie pracował. A co ty o tym myślisz — to twoja sprawa. Oczywiście jak będziesz przez całe życie miał co rok te 50 szabatów, i załóżmy: żyjesz 40 lat dorosłego życia, to masz za sobą 2000 szabatów. To nawet jeżeli nie wierzysz w Boga, to musisz Go bardzo kochać — bo przecież 2000 razy siedziałeś, i 2000 razy powstrzymywałeś się ze względu na Niego i na innych ludzi od tych prac.
To jest ten sposób myślenia typowy dla Księgi Powtórzonego Prawa. Nie liczy się to, jaka jest doktryna. Liczy się to, co nazywa się w naszym języku ortopraksja, czyli właściwy sposób postę- powania, przyjęty ogólnie sposób postępowania. Tam, gdzie chodzi o poglądy, możemy zachować daleko posunięte zróżnicowanie. Tam, gdzie chodzi o opinie, możemy się między sobą różnić i kłócić. Jedną z fundamentalnych norm, które wyrastają z Biblii, jest tzw. kultura sporów albo kultura kontrowersji. Żydzi sprzeczają się między sobą o wszystko. Ale jak przychodzi żyć i zadziałać, dzia- łają jednakowo. My natomiast chcielibyśmy się zgadzać co do poglądów, ala jak przychodzi działać to okazuje się, że każdy koń ciągnie w swoja stronę.
Na tym polega różnica pomiędzy tamtą mentalnością a tą mentalnością, która jest nam bliższa. Jeżeli o tym mówimy to niekoniecznie dlatego, żeby tamtą podjąć i naśladować, bo być może nie jesteśmy w stanie tego zrobić — ale wiedzieć o tym trzeba. I jeżeli czytamy Księgę Powtórzonego Prawa, i bez przerwy wracamy do tych przepisów, które są wręcz monotonne, powtarzają się bez przerwy, to w tej monotonii jest jakaś logika. To jest coś takiego, jak w muzyce. Bywają takie frag- menty muzyczne, gdzie ciągle wraca ten sam motyw, ale rozwijany nieco w innym tonie, podawany z jakąś drobną zmianą i dlatego jest tak piękny jak choćby słynne Bolero. Otóż Stary Testament to takie swoiste, można by powiedzieć, religijne Bolero, gdzie jest jeden motyw, a ten motyw:
Żyj po Bożemu. Ułóż wszystkie dziedziny swojego życia tak, żeby inni widzieli, że Bóg jest dla ciebie kimś bliskim. A czy ty wierzysz w Boga, czy nie — twoja sprawa. Jeżeli będziesz dawał świadectwo o Bogu, to z całą pewnością i Pan Bóg ciebie zauważy.
To jest ta przedziwna logika, moglibyśmy powiedzieć: logika obca nam, którzy jesteśmy wychowani w innych kategoriach myślenia. Ale taki właśnie jest Stary Testament. I żeby Stary Testament zrozumieć, to trzeba o tej logice wiedzieć — nie po to, żeby być takim, ale po to żeby wiedzieć, że taki sposób myślenia utrzymywał tych ludzi przy życiu. I taki sposób myślenia przesądził o tym, że oni sami nie weszli do ziemi obiecanej, ale ich dzieci — weszły. I że ten sposób myślenia przesądził o tym, że często jest tak, że trzeba wyrzec się siebie, aby umożliwić coś innym. A wtedy dopiero również to wyrzeczenie będzie miało jakiś sens.
Pięcioksiąg jest zamknięty niezwykle wzruszającą sceną. Jest to ostatni rozdział Księgi Powtórzonego Prawa, rozdział najkrótszy, trzydziesty czwarty, który opisuje śmierć Mojżesza. Mojżesz doszedł ze swoim narodem do góry Nebo, po drugiej stronie Morza Martwego patrząc od zachodu. Tam Pan Bóg pozwolił mu zobaczyć tę ziemię, do której szedł. Mojżesz cieszył się tym, co zobaczył. Czasami to też jest bardzo głęboka nauka, i tutaj Pismo Święte uczy nas czegoś bardzo ważnego. Nie wszystko możemy mieć. Nie wszystko możemy posiadać, nie wszystko może być nasze. Ziemia Święta nigdy nie stała się ziemią Mojżesza, nigdy nie postawił w niej nogi, nigdy jej nie miał. Nie zjadł ani jednego owocu z tej Ziemi Obiecanej, nigdy nie postawił w niej nogi. Widział! I widzenie, wiedza, rozeznanie to też korzyść, też przynosi swój pożytek, też daje ogromną satysfakcję. Jeżeli człowiek wie, że coś takiego istnieje, to tak jakby to po części posiadał. I być może ten rodzaj wiedzy i ten rodzaj posiadania, który osiągamy w taki duchowy sposób, jest bardziej wzniosły niż posiadanie, dotykanie czegoś materialnie.
I Mojżesz był chyba pierwszym człowiekiem, który osiągnął radość nie dlatego, że miał, ale dlatego że wiedział, że coś jest. Zobaczył to, przekonał się — a mieli mieć to inni. Proszę zauważyć że ten ostatni, zamykający Księgę Powtórzonego Prawa rozdział, uczy nas niezwykłej miłości, najtrudniejszej. Takiej mianowicie, kiedy człowiek podąża do czegoś i pragnie czegoś ze względu na innych, nie ze względu na siebie. I jeżeli do czegoś takiego się dochodzi, to idziemy w ślady tego biblijnego Mojżesza, i idziemy w ślady tamtego pokolenia, które zaległo gdzieś ziemie pustyni, ale ich synowie do ziemi obiecanej, do nowego kraju weszli.
Mam nadzieję, że te uwagi pomogą państwu przebrnąć przez Księgę Liczb i Księgę Powtórzonego Prawa. Księgi, które są bardzo monotonne, ale jak powiedziałem właśnie ta monotonia, i właśnie te powtarzające się bez przerwy przykazania, stanowią o wartości i o pięknie tych ksiąg. Do tego stopnia, że kiedy przeczytamy Pięcioksiąg i kiedy będziemy czytali bez przerwy te rozporządzenia, te przykazania, te wymagania, to tak się do tego przyzwyczaimy, że gdy przejdziemy do Księgi Jozuego, to będzie nam ich brak. Bo to jest tak z człowiekiem: jak się już do czegoś wdroży, do czegoś przyzwyczai, to okaże się że to przyzwyczajenie staje się cząstką jego tożsamości.
Przenosząc to na nasze chrześcijańskie zwyczaje najprostsze — jeżeli ktoś przez 40 lat chodzi co niedziela do kościoła, to nie straszne mu będą trudności w wierze. Ale jeżeli w którąś niedzielę nie pójdzie, będzie się czuł nieswojo. I jeżeli nawet się zbuntuje przeciwko Panu Bogu, to uzna, że jest to bunt przedziwny. Niedawno słyszałem o takim buncie. Opowiadała pewna kobieta, jak to pogniewała się na Pana Boga — dlatego, że jej nie wysłuchał i dlatego, że ją sponiewierał. I poszła do kościoła żeby Mu powiedzieć, że się na Niego gniewa, że tak się nie robi. I że ma do Niego żal, i robi Mu wyrzuty, że tak się nie postępuje. I upomniała Pana Boga, i skarciła Go. I powiedziała Mu, że nie zrobił jak się należy. I wtedy sobie uświadomiła, że właśnie podczas tej swojej obecności w kościele rozmawiała z Bogiem w tak żarliwy sposób, że niemożliwe jest, iżby Go nie było. A w ten sposób jej bunt przeobraził się w modlitwę. I tu, w Pięcioksięgu, mamy do czynienia właśnie z taką dialektyką, w której nasze trudności zbliżają nas do Boga bardziej jeszcze, niż spokojne życie.
[...]
Pod Twoją obronę . . . Pochwalony Jezus Chrystus . . .