W III Środę Wielkanocną, gdy trwają obchody XVII Tygodnia Biblijnego pod hasłem: „Chrystus pośród nas – Nadzieja chwały”, liturgia słowa przypomina nam o apostolskim świadectwie o nadziei. Poniżej tekst homilii autorstwa ks. dra Marcina Chrostowskiego.
Żyjący na przełomie IV i V wieku św. Augustyn, biskup i doktor Kościoła, napisał ważne słowa odnoszące się do wiary i intelektu: „wierzę, aby zrozumieć”. To właśnie wiara daje nam większe zrozumienie otaczającego nas świata, drugiego człowieka, a ostatecznie – samego Boga. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o intelektualne ogarnięcie jakiejś sprawy, ale o harmoniczne współdziałanie wiary i rozumu, którego celem jest spotkanie z Bogiem i umiłowanie Go. Mówi o tym Pan Jezus w Ewangelii, kiedy zwraca się do ludu, słuchającego Go w Kafarnaum. Dzisiejszy fragment jest kontynuacją dłuższej wypowiedzi Jezusa, zwanej „mową eucharystyczną”. Po cudownym rozmnożeniu chleba Jezus kieruje wzrok swych słuchaczy nie tyle na pokarm doczesny, co raczej na chleb życia wiecznego, którym jest On sam: „Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”. Zwraca jednak uwagę na postawę ludu, która nieobca jest także dzisiejszemu człowiekowi: „Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie”.
Z pewnością wielu z nas słyszało o zjawiskach, które trudno wyjaśnić nawet z naukowego punktu widzenia. Wiele z nich nazywamy cudami. Czy jednak występowanie cudów na świecie jest gwarancją wiary tych, którzy o nich słyszą, bądź nawet doświadczają ich osobiście? Niestety, nie zawsze. Potrzeba zatem wiary, która jest przylgnięciem serca do prawdy głoszonej przez Boga. Chodzi zatem o przyznanie, że słowa Jezusa nie tylko dawniej niosły ludziom pocieszenie, ale że mogą zmienić także moje życie, tu i teraz. Jezus mówi dalej: „To jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne”. Nie wystarczy zatem „widzieć”, a nawet przyznawać Bogu i Kościołowi rację, ale „wierzyć”, czyli mieć życiodajną relację z Mistrzem i iść za Nim, starając się Go naśladować w każdym momencie życia. Uprzywilejowanym miejscem spotkania i relacji z Chrystusem jest każda Eucharystia, albowiem, jak mówi nam Kościół, „Chrystus jest zawsze obecny w swoim Kościele, szczególnie w czynnościach liturgicznych, zwłaszcza pod postaciami eucharystycznymi. On sam obiecał: «Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich» (Mt 18,20)” (Konstytucja Sacrosanctum Concilium, nr 7). Także o tym mówi Pan Jezus w Ewangelii: „Jam jest chleb życia”. Zestawia swoje Ciało z chlebem, który był i nadal pozostaje bardzo sugestywnym znakiem. Chleb bowiem spożywamy codziennie, aby podtrzymać nasze życie fizyczne. Prawdziwy chleb z nieba pełni podobną rolę, jak manna dla Izraelitów pielgrzymujących po pustyni po wyjściu z Egiptu. Trochę wcześniej Ewangelista Jan cytuje słowa żydowskich słuchaczy Jezusa: „Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: «Dał im do jedzenia chleb z nieba» (J 6,31)”. Jezus jednak idzie dalej i mówi: „Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął”. Nawiązuje zatem do Eucharystii, w czasie której spożywamy Jego Ciało pod postacią chleba. Nasyca się nim nasza dusza, która również potrzebuje pokarmu.
Trafnie pisał o tym papież Benedykt XVI w dokumencie O Eucharystii, źródle i szczycie życia i misji Kościoła: „w Eucharystii Słowo, które stało się Ciałem, daje się nam jako pokarm duchowy” (nr 44). Papież przypomina tu o jedności dwóch pokarmów, karmiących nasze serce: chlebie słowa Bożego i Ciała Pańskiego, bowiem „z dwóch stołów, słowa Bożego i Ciała Chrystusa, Kościół otrzymuje i ofiaruje wiernym Chleb życia” (tamże).
Eucharystia jednak winna mieć swoje przedłużenie i kontynuację w codziennym życiu człowieka wierzącego, w relacji z każdym napotkanym człowieku i w każdej sytuacji egzystencjalnej. Św. Josemaría Escrivá, którego św. Jan Paweł II nazwał „świętym życia codziennego” napisał takie słowa: „Tam, gdzie są wasi bracia, tam gdzie są wasze dążenia, wasza praca, wasze miłości, tam jest miejsce waszego codziennego spotkania z Chrystusem”. Do takiego widzenia rzeczywistości potrzeba jednak tej fundamentalnej postawy, do której zaprasza nas Jezus w dzisiejszej Ewangelii: potrzeba wiary.
W oryginalnym brzmieniu Ewangelii w języku greckim występuje tu czasownik pisteuō, oznaczający nie tylko „wierzyć” ale również, „być przekonanym, ufać, polegać na, mieć zaufanie do”. Chodzi zatem o coś więcej niż tylko o intelektualną konstatację pewnych faktów bądź zgodę na poziomie rozumowym. Istotne jest oparcie całego swojego życia na poznanej prawdzie, zaufanie, że Pan Bóg ma zawsze rację i poleganie na Nim nawet bardziej niż na sobie. Czasownik pisteuō pojawia się w dzisiejszej krótkiej wypowiedzi Pana Jezusa trzy razy, zaś w całej „mowie eucharystycznej” (J 6,26-59) aż siedem razy, co sugeruje wielką wagę przywiązywaną przez Ewangelistę właśnie do wiary w Jezusa jako Chleba życia. Co więcej, postawa wiary jest najlepszym naśladowaniem samego Mistrza, który streszcza swą misję następująco: „Z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał”. Celem wypowiedzi Jezusa jest doprowadzenie słuchaczy do wiary w Jezusa, który zaspokaja głód naszej duszy. Wiara ta przejawia się także w „przyjściu” do Niego: „Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął”. Jest to jednak tylko cel pośredni, bowiem ostateczny zamysł „przychodzenia” do Jezusa jest głębszy i polega na zbawieniu. Wyraża to nasz Pan w ostatnich zdaniach dzisiejszej Ewangelii: „To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”. Karmiąc się słowem Bożym i Ciałem Pańskim zyskujemy siłę aby dostrzegać Jezusa na drogach naszej codzienności, wierząc w to, że On nas prowadzi przez życie, aby ostatecznie dać nam życie wieczne.
